Większość ludzi myśli, że negocjowanie ceny używanego samochodu zaczyna się w chwili, gdy pada pytanie: „ile pan jest w stanie opuścić?”. W praktyce to ostatni etap, a nie początek. Prawdziwa przewaga kupującego powstaje wcześniej: kiedy sprawdzasz rynek, weryfikujesz historię auta, liczysz realne koszty po zakupie i ustalasz własny limit jeszcze zanim wsiądziesz do auta albo pojedziesz do komisu.
Jeśli chcesz kupić używany samochód taniej i rozsądniej, nie negocjujesz dla sportu, tylko dla skorygowania ceny do realnego stanu egzemplarza. To bardzo ważna różnica. Dobra negocjacja nie polega na tym, żeby „urwać cokolwiek”, tylko żeby nie przepłacić za auto, które ma słabsze opony, zbliżający się serwis, ślady napraw blacharskich, niepełną historię albo po prostu jest wystawione wyżej niż podobne oferty na rynku.
Właśnie dlatego najpierw warto oprzeć się na twardych punktach odniesienia: rynkowych porównaniach i narzędziach wyceny z OTOMOTO, historii pojazdu z Gov.pl, checklistach oględzin od ADAC, What Car? i Honest John, a także praktycznych zasad negocjacji opisanych przez RAC. Dopiero potem wchodzisz w rozmowę o pieniądzach.
Negocjacje zaczynają się przed pierwszym telefonem
Najdroższy błąd kupującego jest prosty: jedzie oglądać samochód z nastawieniem, że „na miejscu się zobaczy”. Tyle że wtedy sprzedający ma przewagę emocjonalną. Ty poświęciłeś czas, dojechałeś, obejrzałeś auto, może nawet już wyobraziłeś sobie, że wracasz nim do domu. W takim stanie łatwo zgodzić się na cenę, którą jeszcze dzień wcześniej uznałbyś za zbyt wysoką.
Dlatego pierwszy krok wygląda nudno, ale działa: zanim zadzwonisz, zbierz 5–10 podobnych ogłoszeń. Nie patrz tylko na najtańsze sztuki, bo bardzo często są skrajne: po kolizjach, bez historii, z dziwnym przebiegiem albo już „po wojnie”. Bardziej interesuje cię środek rynku. W tym pomaga zarówno zwykłe filtrowanie ofert, jak i kalkulator wyceny OTOMOTO, który deklaruje analizę dużej bazy podobnych ogłoszeń i pokazuje orientacyjny zakres cenowy.
Drugim krokiem jest weryfikacja samego egzemplarza. Artykuł OTOMOTO o oględzinach auta używanego słusznie przypomina, że uczciwy sprzedający powinien podać VIN, numer rejestracyjny i datę pierwszej rejestracji jeszcze przed spotkaniem. Jeśli unika tych danych, to nie jest jeszcze dowód oszustwa, ale jest to bardzo wyraźny sygnał, że twoja ostrożność powinna wzrosnąć.
Trzeci krok to sprawdzenie historii pojazdu. Usługa Historia Pojazdu na Gov.pl pozwala zweryfikować m.in. terminy badań technicznych, ważność OC, stany licznika z badań technicznych, liczbę właścicieli i część ryzyk zagranicznych. Tych informacji nie używasz po to, żeby od razu „przyłapać sprzedającego”, tylko po to, żeby wiedzieć, czy cena z ogłoszenia ma sens w odniesieniu do historii auta.
| Co sprawdzić przed oględzinami | Po co to robisz | Jak wpływa to na negocjacje |
|---|---|---|
| 5–10 podobnych ogłoszeń | Ustalasz realny środek rynku, a nie fantazję sprzedającego | Masz punkt odniesienia do rozmowy o cenie |
| Wycena w OTOMOTO | Sprawdzasz orientacyjny zakres wartości rynkowej | Wiesz, czy cena jest agresywna, uczciwa czy zawyżona |
| VIN, rejestracja, data pierwszej rejestracji | Możesz sprawdzić historię auta przed wyjazdem | Oszczędzasz czas i unikasz jazdy „na ślepo” |
| Historia Pojazdu | Weryfikujesz badania, OC, liczniki i właścicieli | Masz twarde dane, a nie tylko narrację z ogłoszenia |
| Typowe słabe punkty modelu | Wiesz, gdzie patrzeć podczas oględzin i jazdy próbnej | Łatwiej odróżniasz kosmetykę od realnego kosztu |
| Twój maksymalny budżet całkowity | Liczyć trzeba auto + serwis wejściowy + opony + rezerwę | Nie podnosisz oferty pod wpływem emocji |
Jeśli chcesz podejść do zakupu systemowo, połącz ten etap z naszą listą rzeczy do sprawdzenia przy zakupie auta używanego i z checklistą oględzin. Negocjacje działają najlepiej wtedy, gdy są naturalnym finałem dobrego researchu, a nie desperacką próbą ratowania złego wyboru.
Do całkowitego kosztu wejścia dolicz też podatek od czynności cywilnoprawnych (2% od ceny zakupu) — łatwo go policzyć w naszym kalkulatorze PCC. Wpisanie tej kwoty do swojego limitu już na etapie planowania zakupu chroni przed sytuacją, w której negocjujesz „prawie do zera” i zostajesz bez rezerwy na rejestrację.
Najpierw ustal własny limit, potem składaj ofertę
To banalne, ale większość kupujących nadal robi to odwrotnie. Najpierw słyszy cenę, potem „coś urywa”, a dopiero na końcu zastanawia się, czy w ogóle chce tyle wydać. Tymczasem sensowna ścieżka wygląda tak: ustalasz własny maksymalny koszt wejścia, dodajesz bufor na serwis startowy i dopiero wtedy oceniasz, jaka cena zakupu jeszcze ma sens.
Przykład: budżet na auto wynosi 45 tys. zł — o tym, co realnie da się kupić w tym przedziale, pisałam w zestawieniu najlepszych kombi do 40 tys. zł. Wiesz jednak, że po zakupie chcesz mieć środki na podstawowy serwis, ewentualną wymianę opon albo hamulców i nie chcesz zostać z wyzerowanym kontem. Jeśli zostawiasz 3–5 tys. zł rezerwy, twoja prawdziwa granica zakupu nie wynosi 45 tys., tylko raczej 40–42 tys. zł. To jest twoja strefa komfortu, a nie cena z ogłoszenia.
W poradnikach Honest John i RAC przewija się ta sama myśl: zanim zaczniesz rozmowę, musisz wiedzieć, ile chcesz zapłacić i kiedy wstajesz od stołu. Bez tego negocjacje są improwizacją, a improwizacja przy większym zakupie zwykle kończy się przepłaceniem.
Ja stosuję prosty model czterech liczb:
- cena ogłoszenia — punkt wyjścia sprzedającego,
- środek rynku — to, za ile wystawione są podobne auta,
- koszty pewne — to, co i tak zrobisz po zakupie,
- twoja granica — liczba, po której zakup przestaje być dla ciebie sensowny.
To bardzo porządkuje rozmowę. Nagle zamiast emocjonalnego „może coś pan spuści” masz konkretny filtr: czy po uwzględnieniu stanu auta ta sztuka mieści się w twoim planie, czy nie.
Co naprawdę daje ci argument do zbicia ceny
Nie każdy minus samochodu jest tak samo ważny. Z punktu widzenia negocjacji najlepiej działają te elementy, które są jednocześnie widoczne, mierzalne i trudne do podważenia. Właśnie dlatego poradniki zakupowe od What Car? i ADAC tak mocno podkreślają stan opon, paneli nadwozia, ślady napraw, działanie elektryki, spójność zużycia wnętrza i jazdę próbną. To są obszary, z których najłatwiej zbudować rzeczowy argument cenowy.
Najmocniejsze dźwignie negocjacyjne zwykle wyglądają tak:
- opony na końcu życia albo nierównomiernie zużyte,
- hamulce i zawieszenie ewidentnie proszące się o inwestycję,
- brak drugiego kluczyka,
- ślady napraw blacharskich lub różnice w spasowaniu paneli,
- niepełna historia serwisowa przy aucie wycenionym jak „pewniak”,
- usterki komfortu, które są drobne dla sprzedającego, ale kosztowne w praktyce: klima, multimedia, elektryka.
- „bo gdzieś widziałem tańsze”, bez porównania stanu i wersji,
- czepianie się normalnych śladów użytkowania w starszym aucie,
- zbijanie ceny za rzeczy, które były widoczne na zdjęciach i uczciwie opisane,
- oczekiwanie dużego rabatu tylko dlatego, że przyjechałeś z daleka,
- agresywny ton zamiast konkretów.
W artykule OTOMOTO o zakupie auta używanego pada bardzo trafna myśl: każde uszkodzenie może być podstawą do negocjacji. Ja dodałabym jedno zastrzeżenie — pod warunkiem że umiesz pokazać, dlaczego to uszkodzenie zmienia realną wartość tego konkretnego egzemplarza. Sprzedający nie musi zgadzać się na rabat tylko dlatego, że coś ci się nie podoba. Dużo trudniej jest jednak zignorować konkret: „opony są z końcówki 2019 roku, bieżnik jest nierówny i auto ściąga przy hamowaniu”.
Właśnie dlatego przed jazdą próbną dobrze mieć choćby podstawową listę kontrolną. Jeśli nie chcesz niczego zgubić w stresie, bardzo pomaga gotowa checklista oględzin. Najgorsze negocjacje to te, w których czujesz, że auto ma jakieś minusy, ale nie umiesz ich nazwać.
Nie zaczynaj od walki. Zacznij od potwierdzenia stanu auta
Skuteczne negocjacje wyglądają spokojniej, niż większości ludzi się wydaje. Sprzedający nie musi cię lubić, ale musi widzieć, że rozmawia z kimś przygotowanym. Sam etap oględzin opisałam szczegółowo w poradniku „jak sprawdzić auto używane przed zakupem” — warto z niego skorzystać przed wyjazdem na spotkanie. Dlatego zamiast zaczynać od „ile do opuszczenia?”, lepiej przejść przez prostą sekwencję:
- najpierw oględziny i jazda próbna,
- potem krótkie podsumowanie stanu auta,
- następnie odniesienie do rynku i kosztów po zakupie,
- na końcu konkretna oferta.
Taki porządek ma dwie zalety. Po pierwsze, nie ustawiasz relacji od razu w tryb konfrontacji. Po drugie, twoja propozycja nie brzmi jak losowy strzał. RAC radzi, by być uprzejmym, nie ujawniać od razu swojego maksymalnego limitu, zacząć niżej i być gotowym odejść. To dobre wskazówki, ale najważniejsze jest to, żeby oferta była osadzona w faktach.
Zamiast więc mówić: „dam 38 i ani złotówki więcej”, lepiej powiedzieć: „Auto generalnie mi się podoba, ale widzę dwie rzeczy. Po pierwsze, przy tej cenie większość podobnych ogłoszeń ma pełniejszą historię. Po drugie, tutaj na wejściu mam opony i hamulce do zrobienia. Dlatego dla mnie sensowny poziom zakupu to 38 tys. zł”.
| Sytuacja | Co warto powiedzieć | Czego unikać |
|---|---|---|
| Auto jest ogólnie dobre, ale ma kilka kosztów wejściowych | „Podoba mi się egzemplarz, ale muszę uwzględnić realne wydatki po zakupie” | „To auto jest zajechane” |
| Widzisz różnicę między ceną a środkiem rynku | „Patrzyłem na podobne sztuki i ta cena jest po wyższej stronie” | „W internecie są tańsze, więc musi pan zejść” |
| Sprzedający naciska na szybką decyzję | „Rozumiem, ale decyzję podejmę po chłodnej kalkulacji” | „To pewnie coś pan ukrywa” |
| Nie chcesz przebić własnego limitu | „To jest mój maks po uwzględnieniu stanu auta” | podnoszenia oferty tylko dlatego, że zrobiło się niezręcznie |
| Chcesz zamknąć transakcję szybko | „Jeśli dogadamy się na tym poziomie, mogę dziś sfinalizować zakup” | szantażu typu „biorę teraz albo nigdy” bez realnej gotowości do zakupu |
Im spokojniej i konkretniej to zrobisz, tym większa szansa, że druga strona potraktuje cię serio. Wbrew pozorom wielu sprzedających szybciej schodzi z ceny komuś przygotowanemu niż komuś, kto zaczyna od ostrego targowania bez żadnych argumentów.
Prywatny sprzedający, komis i dealer: tutaj negocjuje się inaczej
Jednym z powodów, dla których część negocjacji kończy się fiaskiem, jest używanie tego samego stylu wobec każdego sprzedającego. A to nie działa. Osoba prywatna zwykle reaguje mocniej na ton rozmowy i poczucie szacunku do auta. Komis częściej myśli transakcyjnie i bywa otwarty na rabat albo dodatki, ale zwykle zaczyna z większą poduszką cenową. Dealer z kolei może mieć mniejsze pole w samej cenie auta, ale większe pole w bonusach: świeży serwis, komplet opon, gwarancja, polisa, transport, rejestracja.
Honest John mocno podkreśla, żeby oceniać nie tylko samochód, ale i sprzedającego. Ja dodałabym: negocjuj tak, żeby pasować do modelu sprzedaży. Z osobą prywatną lepiej działa spokojne pokazanie kosztów i uczciwa propozycja. W komisie częściej działa porównanie z konkurencją i zamknięcie transakcji „tu i teraz”. U dealera nierzadko najrozsądniejsze jest pytanie nie tylko o cenę, ale o cały pakiet wartości.
| Kto sprzedaje | Gdzie zwykle jest pole do negocjacji | Najlepsza taktyka |
|---|---|---|
| Osoba prywatna | Cena końcowa i tempo domknięcia transakcji | Konkrety, spokojny ton, argumenty z oględzin i historii |
| Komis | Cena, przygotowanie auta, dodatki | Porównanie z rynkiem, szybka decyzja po ustaleniu warunków |
| Dealer / salon aut używanych | Pakiet usług, gwarancja, serwis, finansowanie | Negocjuj całkowity koszt zakupu, nie tylko samą cenę na fakturze |
W praktyce oznacza to tyle: jeśli dealer schodzi tylko symbolicznie z ceny, ale dorzuca świeży przegląd, nowe opony albo roczną gwarancję, to nadal może być lepszy deal niż „tańsza” oferta, do której od razu dopłacasz kilka tysięcy po odbiorze. Negocjacje trzeba oceniać całościowo, a nie tylko przez liczbę w ostatnim SMS-ie.
Kiedy zamiast ceny lepiej negocjować dodatki
To szczególnie ważne przy autach, które są uczciwie wycenione i trudno w nich znaleźć twardy argument na duży rabat. Wtedy walka o każde 300–500 zł potrafi tylko psuć relację i wydłużać transakcję. Czasem lepsze pytanie brzmi: „Jeśli zostajemy przy tej cenie, co możemy domknąć po waszej stronie?”.
Najlepiej negocjuje się rzeczy, które dla sprzedającego są prostsze organizacyjnie niż dla ciebie po zakupie. Mogą to być: wymiana oleju i filtrów, nowy przegląd, druga para opon, uzupełnienie brakującego kluczyka, naprawa klimatyzacji, czyszczenie wnętrza, prostowanie felg, korekta lakieru, transport, a w przypadku firmy także gwarancja lub uproszczona ścieżka rejestracji.
Z punktu widzenia kupującego ważna jest tu jedna zasada: nie zamieniaj konkretnego rabatu na mglistą obietnicę. Jeśli sprzedający proponuje „zrobimy to po zakupie”, ustal dokładnie co, kiedy i na czyj koszt. Najlepiej dopisać to do umowy albo zamówienia. Inaczej zysk z negocjacji może okazać się czysto teoretyczny. Ustalenia warto wpisać do umowy kupna-sprzedaży — jeśli pierwszy raz ją podpisujesz, sprawdź też nasz poradnik o umowie.
Jeżeli auto jest dobrze wycenione, a sprzedający nie chce schodzić z ceny, spróbuj zamienić część negocjacji na rzeczy, które i tak musiałbyś zrobić od razu po zakupie. Dla ciebie to realna oszczędność czasu i pieniędzy, a dla drugiej strony bywa to łatwiejsze niż większy rabat gotówkowy.
Najczęstsze błędy kupujących podczas negocjacji
Najwięcej pieniędzy ludzie tracą nie dlatego, że sprzedający świetnie negocjuje, tylko dlatego, że sami oddają przewagę. Najczęściej wygląda to tak:
- Zdradzają zachwyt zbyt wcześnie. Jeśli po pięciu minutach widać, że mentalnie już kupiłeś to auto, twoja pozycja słabnie.
- Nie mają limitu. Każda kontraoferta sprzedającego ich przesuwa, bo nie wiedzą, gdzie kończy się rozsądny zakup.
- Negocjują tylko dla zasady. Sprzedający to wyczuwa, a ty tracisz wiarygodność.
- Atakują zamiast argumentować. Krytyka auta bez konkretu nie obniża ceny, tylko podnosi napięcie.
- Nie liczą kosztu czasu i ryzyka. Czasem lepiej dopłacić do lepszego egzemplarza niż twardo wynegocjować tani problem.
- Boją się odejść. A właśnie gotowość do odejścia jest najważniejszym bezpiecznikiem kupującego.
ADAC wprost radzi, by nie dać się sprzedającemu postawić pod presją. To bardzo dobra rada, bo presja czasu jest jednym z najczęstszych narzędzi domykania przeciętnego auta za zbyt wysoką cenę. „Mam już kolejnego klienta”, „ktoś przyjedzie jutro”, „to i tak okazja” — to wszystko może być prawdą, ale dla ciebie ważniejsze jest tylko jedno: czy ten egzemplarz nadal ma sens po tej cenie.
Gotowy scenariusz negocjacji krok po kroku
Jeśli stresujesz się rozmową o pieniądzach, użyj prostego scenariusza. On nie ma brzmieć jak skrypt z call center, tylko dać ci ramę:
- Po oględzinach potwierdź zainteresowanie. „Auto ogólnie mi odpowiada i widzę, że było normalnie użytkowane”.
- Wskaż 2–3 konkretne elementy. „Mam tylko trzy rzeczy, które muszę uwzględnić: opony, brak pełnej historii i korektę lakierniczą drzwi”.
- Oprzyj się na rynku. „Patrzyłem na podobne egzemplarze i przy takim stanie to jest górna część widełek”.
- Złóż jedną spójną ofertę. „Dlatego dla mnie uczciwy poziom zakupu to 41 tys. zł”.
- Zamilknij. Nie tłumacz oferty przez kolejne trzy minuty. Daj drugiej stronie zareagować.
- Jeśli pojawi się kontraoferta, wróć do swoich argumentów. Nie skacz w górę tylko po to, żeby zakończyć niezręczną ciszę.
- Jeśli dochodzicie do końca pola manewru, zdecyduj: biorę / nie biorę / proszę o dodatki.
To naprawdę działa, bo odbiera negocjacjom chaos. Nie musisz być „dobry w targowanie”. Musisz być przygotowany, spokojny i konsekwentny. Część ludzi nie kupuje taniej tylko dlatego, że boi się jednej niewygodnej pauzy po złożeniu oferty.
Jeśli po kontraofercie łapiesz się na myśli „to już tylko tysiąc więcej, szkoda odpuszczać”, zatrzymaj się na chwilę. Właśnie w tym miejscu kupujący najczęściej łamie własny plan i zaczyna dopłacać nie do auta, tylko do ulgi psychicznej.
Kiedy trzeba odpuścić, nawet jeśli auto ci się podoba
Najlepszą umiejętnością negocjacyjną przy aucie używanym nie jest sztuka mówienia. To umiejętność odejścia. Jeśli sprzedający nie chce rozmawiać o oczywistych minusach, bagatelizuje niespójności w historii, unika przekazania VIN-u, nie zgadza się na diagnostykę albo reaguje agresją na rzeczowe pytania, to bardzo często sygnał, że problem nie leży w wysokości rabatu, tylko w jakości całej transakcji.
Honest John i ADAC są tu zgodni: jeśli coś ci nie gra w aucie albo w sprzedającym, odejdź. To nie jest porażka. To często najtańsza decyzja całego procesu.
W praktyce odpuszczam, gdy dzieje się przynajmniej jedna z tych rzeczy:
- sprzedający nie chce podać VIN-u ani zgodzić się na sprawdzenie historii,
- stan auta nie zgadza się z opisem w ogłoszeniu w sposób istotny,
- pojawiają się ślady poważniejszych napraw, których nikt nie umie wyjaśnić,
- jazda próbna ujawnia objawy, których nie da się sensownie wycenić na miejscu,
- cena po negocjacjach nadal nie ma sensu względem ryzyka,
- łapiesz się na tym, że próbujesz usprawiedliwić auto tylko dlatego, że długo go szukałeś.
To szczególnie ważne przy modnych modelach, gdzie łatwo pomylić „muszę to mieć” z realną oceną zakupu. Czasem dobra alternatywa siedzi obok — jak pokazuje porównanie Skody Octavii i VW Golfa czy Peugeota 3008 i VW Tiguana — i jeśli rynkowa wycena drugiego wariantu daje ci więcej luzu negocjacyjnego, warto to rozważyć przed twardym torgowaniem o ten konkretny egzemplarz. Negocjacje nie są po to, żeby cię przekonać do auta. Mają jedynie sprawdzić, czy ten konkretny egzemplarz można kupić na warunkach, które nadal są dla ciebie zdrowe finansowo.
Ostateczny werdykt
Jeśli miałabym streścić cały temat w jednym zdaniu, brzmiałoby ono tak: najlepiej negocjuje ten, kto potrafi policzyć, porównać i odejść. Nie ten, kto mówi najgłośniej albo próbuje „urwać coś na bezczela”.
Dobra ścieżka wygląda tak: sprawdzasz rynek, prosisz o VIN, weryfikujesz historię auta, jedziesz oglądać z checklistą oględzin, liczysz koszty wejściowe (z PCC i realnym spalaniem), ustalasz własny limit i dopiero wtedy składasz ofertę opartą na faktach. Jeśli druga strona odpowiada rozsądnie, masz szansę kupić dobrze. Jeśli nie, odpuszczasz i szukasz dalej.
To może nie jest najbardziej efektowna strategia, ale właśnie ona najczęściej oszczędza kilka tysięcy złotych i jeszcze więcej nerwów po zakupie. A przy aucie używanym to zwykle znaczy więcej niż samo „udało się coś zbić”.
Źródła
- OTOMOTO — wycena samochodu
- OTOMOTO — na co zwrócić uwagę przy zakupie auta
- Gov.pl — sprawdź historię pojazdu
- ADAC — auto gebraucht kaufen: worauf achten
- What Car? — used car buying checklist
- Honest John — buying a used car
- RAC — how to negotiate a car price
FAQ
Czy przy aucie używanym zawsze trzeba negocjować cenę?
Nie zawsze, ale prawie zawsze warto sprawdzić, czy cena jest spójna ze stanem egzemplarza i z rynkiem. Jeśli auto jest uczciwie wycenione i naprawdę zadbane, pole do dużego rabatu może być małe. Nadal możesz jednak negocjować dodatki albo sposób domknięcia transakcji.
O ile realnie można zbić cenę samochodu używanego?
Nie ma jednej stałej wartości. W dobrze wycenionym aucie bywa to symboliczna kwota, a w egzemplarzu z kosztami wejściowymi albo zawyżoną ceną pole może być wyraźnie większe. Najważniejsze jest nie to, ile „typowo się urywa”, tylko czy finalna cena ma sens wobec stanu auta.
Czy warto zaczynać od bardzo niskiej oferty?
Tylko wtedy, gdy potrafisz ją obronić argumentami. Zbyt niska oferta bez uzasadnienia często kończy rozmowę albo ustawia cię jako kupującego niepoważnego. Lepiej zejść wyraźnie poniżej własnego maksimum, ale nadal w zakresie, który wygląda racjonalnie.
Co jest lepszym argumentem niż samo „to za drogo”?
Konkretny koszt albo ryzyko: opony do wymiany, brak historii, niespójności w oględzinach, ślady napraw, brak drugiego kluczyka, konieczność serwisu startowego. Im bardziej mierzalny i spokojnie podany argument, tym większa szansa, że zadziała.
Czy przy komisie i u osoby prywatnej negocjuje się tak samo?
Nie. Osoba prywatna zwykle silniej reaguje na ton rozmowy i uczciwość argumentów. Komis częściej patrzy bardziej transakcyjnie, a dealer może mieć mniej pola w samej cenie, ale więcej w pakiecie usług, gwarancji albo przygotowania auta.
Kiedy lepiej odpuścić auto zamiast dalej negocjować?
Gdy historia się nie zgadza, sprzedający unika weryfikacji, jazda próbna budzi poważne wątpliwości albo cena po uwzględnieniu ryzyka nadal nie ma sensu. Negocjacje nie naprawią złego egzemplarza — mogą tylko pomóc nie przepłacić za dobry.